Creatio Ex Nihilo

Nie róbcie tego sami w domu, czyli słów kilka o Falkonie 2015

Z początkiem listopada ekipa Creatio Ex Nihilo, w liczbie sztuk czterech, udała się do Lublina, gdzie odbywał się Festiwal Fantastyki – Falkon. Była to nasza pierwsza wizyta na tym konwencie, więc jako „świeżynki” mocno przeżywaliśmy ten wyjazd. Co tam zaobserwowaliśmy? Przeczytajcie sami!

O godzinie 18.00, pierwszego dnia konwentu, byliśmy na miejscu i od razu ruszyliśmy po akredytacje do organizatorów. Trzeba przyznać, że mimo tego, że odwiedzających było sporo, zapisy szły sprawnie i gładko. Po chwili dumnie dzierżyliśmy identyfikatory oraz informatory i ruszyliśmy na główną halę, aby się zorientować, co i gdzie można znaleźć.

Stoiska jeszcze się rozkładały, ale już widzieliśmy wiele gadżetów związanych ze steampankiem oraz stricte fantasy.  Na głównej hali, gdzie mieściły się stoiska, odbywały się też prelekcje. Tam też znajdował się punkt informacyjny. Oczywiście nie zabrakło sceny oraz punktu z jedzeniem i napojami.

Niestety okazało się, że aby kupić coś na stoiskach z jedzeniem, trzeba dodatkowo swoje odstać w kolejce… po specjalne żetony, za które można było nabyć coś do spożycia. Trzeba przyznać, że niezbyt nam się spodobał cały pomysł, ale jako że byliśmy głodnymi i spragnionymi wędrowcami, nie marudziliśmy, tylko grzecznie stanęliśmy w kolejce.

Oczywiście więcej już się tam nie zjawiliśmy, gdyż  jak się okazało później, na piętrze wyżej jest mały barek. Można było w nim zapłacić normalną gotówką i nie trzeba było czekać po specjalne żetony. Ponadto biorąc pod uwagę fakt, że posługiwanie się nimi było nieco problematyczne, zwłaszcza gdy okazuje, że w sumie brakuje ci jednego żetonu, aby zakupić frytki, chyba wybraliśmy lepsze rozwiązanie.

Te drobne problemy logistyczne nie zraziły nas jeszcze do imprezy i uznaliśmy, że trzeba zapisać się na larpy. W końcu też po to tu przyjechaliśmy. Z przykrością stwierdziliśmy, że nie ma żadnych oznakowań jak dojść do szkoły, w której odbywały się larpy oraz sesje RPG. Na szczęście w punkcie informacyjnym udzielono nam wskazówek jak tam dotrzeć. Podobnie było z knajpą konwentową. Na informatorze nie było oczywiście żadnej mapki poglądowej. Informacji brak. Gdybyśmy nie zapytali organizatorów, to nie wiedzielibyśmy jak tam dotrzeć. Zgroza!

Same miejsce z zapisami wydawało się profesjonale. Stanowisko składało się z komputera, drukarki, ale (uwaga!) cześć larpów nie była uwzględniona w programie, pomimo tego, że Mistrzowie Gry je zgłaszali. Zaś po samych zapisach okazało się, że znajdujemy się na liście, ale tylko jednego larpa. Na domiar tego, następnego dnia okazało się, że organizatorzy nie mają kontaktu z Mistrzem Gry danego larpa i wydzwaniają do uczestników czy przypadkiem „nie znają twórcy”.

Poza larpami uczestniczyliśmy także w prelekcjach. Głównym minusem był brak bloków programowych. To znaczy: fani Star Wars mieli świetnie zaplanowane prelekcje, czyli jedna po drugiej tak, że o każdej godzinie coś się działo i nie można było narzekać na nudę. Gorzej już sprawa miała się z innymi działami tematycznymi. Bywały godziny, że uczestnik zastanawiał się na jaką prelekcję iść z trzech o podobnej tematyce, by potem kolejne dwie godziny spędzić nad kubkiem herbaty czekając na interesującą go prelekcję lub w games roomie. Za co zasadniczo należy się wielka pochwała dla organizatorów, że takie miejsce zapewnili.

Wiadomo, nie da się wszystkim dogodzić, ale skoro dało się stworzyć bloki programowe dla fanów Gwiezdnych Wojen, dlaczego nie dało się tego samego zrobić dla fanów Gry o Tron, średniowiecza, fantasy czy samej historii? To pozostaje zagadką do dnia dzisiejszego.

Ponadto, pomimo tego, że sam konwent był dość dobrze nagłośniony od strony technicznej i często słyszeliśmy komunikaty by kierowca przestawił swój samochód, to niestety tego samego nagłośnienia nie można już było użyć, aby poinformować o tym, że dana prelekcja została odwołana. Niestety, wtedy poziom frustracji u uczestników konwentu znacznie rośnie, a świadomość tego, że czekali ostatnie dwie godziny na darmo, bo prelekcji z jakiś powodów nie ma, nie działa na korzyść organizatorów.

Reasumując. Gdyby nie ciepli i pozytywnie zakręceni ludzie, których zdecydowanie można było spotkać podczas konwentu, ta impreza zebrałaby sporo negatywnych opinii. Cosplay’e generalnie, zbytnio nie zachwycały, podobnie jak inne atrakcje. Nie mam porównania do innych tego typu imprez, ale spodziewałam się konwentu przez duże „K”. Niestety zawiodłam się. Larpy zostały potraktowane po macoszemu, dezinformacja wśród organizatorów oraz brak dobrej knajpy konwentowej sprawiły, że poważnie się zastanawiam nad odwiedzeniem Falkonu za rok.

Już planujemy wyprawę na kolejny konwent – Pyrkon. Mamy nadzieję, że tym razem zostaniemy zaskoczeni w pozytywny sposób. Zwłaszcza, że sami szykujemy parę prelekcji.

Ale o tym wkrótce…