Creatio Ex Nihilo

Tam gdzie diabeł mówi dobranoc!

 Dzika Żmudź, stare wierzenia, walka starego z nowym, głęboka immersja, wielkie przeżycia, wyborna przygoda. Wszystko to w średniowiecznym świecie, doprawione elementami fantasy – oto przepis na Limes Mundi, cykliczny larp z ponad pięcioletnią tradycją, odbywający się regularnie w Imiołkach pod Poznaniem.
 Już poprzez stronę internetową twórcy informują, że wkraczamy w historię pełen koszmarów i groźnego piękna natury, gdzie koniec jest zawsze bliski, a nadzieja płonna. Będziemy musieli zmierzyć się z nieznanym, zdani na łaskę świata, w którym przyjdzie nam żyć.

Zacznijmy jednak od początku…

365
Pierwszy raz z Limes Mundi miałam styczność w czerwcu 2017 roku. Najlepiej zgłosić się na larpa bezpośrednio do jednego z Mistrzów Gry, który wprowadzi nas w klimat, wskaże, jakich postaci brakuje, pokaże nam różne możliwości. Po intensywnych rozmowach stworzyłam wspólnie z nimi zarys postaci i jej charakter. Stałam się kupcem z Rygi, młodą kobietą, która rusza na Żmudź by rozpocząć swoją działalność. Na Żmudzi jest łatwiej, nie obowiązują sztywne normy społeczne jak w rozwiniętych miastach na Inflantach.

Przygotowania do gry były bardzo wciągające. Przygotowywałam strój i rekwizyty, a jako kupiec chciałam mieć wiele atrakcyjnych przedmiotów na kramie. Wiadomym było, że Mistrzowie Gry również zapewnią mi ciekawe towary, które będą wspomniane w kartach postaci innych graczy.

 Po stworzeniu postaci możemy zalogować się na stronę Limesu, gdzie mamy wgląd do naszej karty postaci. Warto nadmienić, że jest ona uzupełniana regularnie przez Mistrzów Gry, aż do dwóch dni przed samą grą. Karta zawiera w sobie informacje dotyczące świata gry oraz dostępnych zadań. Ważne, że nie ma przymusu ich realizacji, ale pozwalają one na rozwój postaci. Moim celem jako kupca było stworzenie swojego szlaku handlowego i nawiązanie kontaktów, które usprawnią sprzedaż towarów. Jednak to do mnie należało, czy wybiorę drogę agresywną czy dyplomatyczną.

 Dzięki takim niuansom otrzymałam postać złożoną, ciekawą. Nie miałam ograniczeń poza tymi, które mogły narzucić mi inne postaci. Jej rozwój natomiast miał zależeć od wydarzeń z gry, mógł nastąpić w kierunku jakiego w ogóle nie przewidziałam.
 Spakowana, pełna entuzjazmu ruszyłam na kraniec świata.

Czas wyruszyć na podbój Żmudzi

124
Do dyspozycji graczy jest cały teren stanicy harcerskiej. Znajdują się tam domki, prysznice oraz ogromna przestrzeń i teren leśny. Gra zaczyna się w czwartek wieczorem, warto więc być parę godzin wcześniej aby podpisać potrzebne papiery, rozpakować się i przebrać. Nieraz przed larpem gracze przygotowują swoje lokacje. Mamy więc lazaret, komturię krzyżacką, sołtysówkę, święty gaj, prywatne namioty możnych panów czy poletko chłopa, który uprawia na nim zboże i marchew.


 Równo o 20:00 wszyscy gracze zbierają się aby każdy mógł w paru słowach przedstawić swoją postać, a Mistrzowie Gry przypominają najważniejsze zasady. Start wieczornej uczty jest momentem, w którym stajemy się naszą postacią. Gra trwa do 2:00 w nocy. Punktualność jest wielkim atutem tej gry, nie ma poślizgów i czekania na spóźnialskich. Jeżeli nie wyrobisz się na grę, automatycznie spóźniasz się fabularnie ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Należy podkreślić, że jest to larp cykliczny, co za tym idzie większość postaci się zna, ma swoje sympatie i antypatie. Nowej postaci ciężko jest wejść w środowisko, które jest tak sobie znane, dlatego warto mieć grupę, z którą się pojechało. To znacznie ułatwia granie i poczucie klimatu limesu. Nagle okazuje się, że wkraczamy w prawdziwie toczące się życie. Gracze kontynuują wątki swoich postaci z poprzedniej odsłony, a wieczorna uczta jest momentem aby nadgonić zaległości, wdrożyć się w grę i złapać bakcyla. Jednocześnie łatwe i trudne. Proste dla starych graczy, bardzo trudne dla nowych. Nie mając pełnej wiedzy musisz zacząć ją zdobywać, a kto od razu opowie ci historię swojego życia? “Wypstryka” się ze swoich celów jakie ma w życiu? Mało osób. W końcu to cyklik, do pewnych rzeczy dochodzi się stopniowo. W tym momencie pomaga posiadanie rekwizytów, które ułatwiają przełamanie lodów. Jednak jest wieczór, nie otworzę teraz kramu, nie rozpocznę handlu. Jedyne co mi zostaje to opowiadać o tym co dnia następnego znajdzie się na targu. To też jest czas aby poobserwować inne postaci, rozeznać się kto jest kim, pochodzić po terenie gry i poznać go. Dla nowych graczy pierwszy wieczór to rekonesans, nie ma co liczyć na epickie sceny i filmowe dialogi, chyba że jako obserwator. Dla jednych to świetna zabawa, ale drugich może to mocno zniechęcać.

Kreacje postaci są ciekawe, widać, że gracze wkładają wiele serca w to aby strojem, mimiką, gestami oddać w pełni swoją postać. Ukazać ją taka jaka jest lub jak powinna być odbierana przez innych. Detale strojów, dbałość aby wszystko do siebie pasowało. To nie jest wymóg samych twórców, to jest oddolna inicjatywa graczy, którzy chcą wejść w ten świat całym sobą.
Sami tworzą też własne miejsca gry takie jak karczma, warsztat cieśli, lazaret.

Historia i dramaty ludzkie

Limes Mundi charakteryzuje się tym, że fabułę i wydarzenia kreują postaci i ich czyny. Mistrzowie Gry, którzy moderują świat gry reagują na zachowania, decyzje i słowa postaci. W sposób rewelacyjny wcielają się w osobistości ważne takie jak Komtur Krzyżacki czy Księżna Litewska, ale pojawiają się też jako tło, czyli chłopi, podróżnicy, kupcy, miejscowi dziwacy. Nawiązują rozmowy, czasami zadają pytania, które zmuszą do myślenia, testują postać, sprawiają, że zaczynamy się zastanawiać nad tym kim ona jest.

Ingerencja Mistrzów Gry w życie naszych postaci jest bardzo duża. Żadne zachowanie nie pozostaje bez odzewu. Dlatego też spotykamy się na Limesie z tym, że postać może zostać okaleczona, ukarana, napiętnowana. Nagle okazuje się, że lepiej dwa razy się zastanowić nim podejmie się jakąś decyzję bo może ona rzutować nie tylko na naszą postać, ale też na te, które są z nami związane. Wbrew pozorom karę poniesie nasz przyjaciel, a nie my. Ponadto larp nie trwa 3 godziny, ale prawie 3 dni, a konsekwencje naszych czynów będa się za nami ciągnąć przez kolejne odsłony. Może nas dosięgnąć sprawiedliwość za dwie odsłony, choć niekoniecznie sprawiedliwość w naszym rozumieniu, a rozumieniu świata, w którym przyszło żyć naszej postaci.

Bardzo żywe są emocje i przemyślenia postaci. Oczywiście twórcy gry nie zrobią nic przeciwko nam, warto jednak dużo wcześniej zasygnalizować co jest naszym problemem, gdyż Limes Mundi porusza tematy kontrowersyjne takie jak religia, pozycja społeczna, seksualność, zbrodnia, przemoc oraz wiele innych. Nie brakuje skrajnych emocji jak gniew i nienawiść, miłość, strach.26
 Osobiście jestem zachwycona tym jak Mistrzowie Gry kreują NPCów, którzy są z krwi i kości. Bywają okrutni, złośliwi, obłudni, ale również mili, pomocni, bezpośredni, troskliwi. Mogę w tym momencie przytoczyć scenę, w której Komtur Krzyżacki, władca ziem, na których dzieje się akcja larpa wymierza karę swoim lennikom. Słuchając jego słów, patrząc na jego gesty, a jednocześnie widząc, że czynem zaprzecza temu co mówi mam ochotę i wykrzyczeć mu w twarz jakim jest okrutniem, ale boję się, waham się. Dlaczego? Bo ten strach jest realny. Choć przecież wiem, że osoba kreująca postać jest miła i ciepła. Jednak postać jest okrutna i ma władzę, której nie zawaha się użyć. Jak na razie żaden larp nie dostarczył mi tylu skrajnych emocji. Nie zmuszał aż tak bardzo do refleksji.

 Wśród postaci, które spotkamy na larpie są przedstawiciele kleru, rycerstwa, chłopstwa oraz możnowładnych. Wierzenia w starych bogów są bardzo silne, a ich afirmacja jest namacalna. Oprócz historii indywidualnych toczy się wojna pomiędzy starym i nowym. Na ziemiach Żmudzi zawitali Krzyżacy, którzy nawracają pogan, za nimi pojawiły się zgromadzenia zakonne oraz rycerstwo niemieckie i polskie. Każdy ma jakiś powód aby się tutaj znaleźć, mniej lub bardziej jawny.
Jedni mają ambicje polityczne inni czysto altruistyczne. Stawkę jednak każdy ma taką samą: własne życie.

Nie tylko emocje

15123126_1360336313999903_1989139601746501456_o
Jednak parodniowy larp terenowy to nie tylko barwna historia, to również prozaiczność. Twórcy gry niezmiernie mnie zadziwiają, jak tak małym budżetem są w stanie stworzyć trzydniowego larpa. W cenie otrzymałam nocleg, pełne wyżywienie i rekwizyty oraz finał gry, który zawsze jest podsumowaniem tego, czego dotyczyła odsłona. Zwykle jest widowiskowy, wykorzystuje się w nim pirotechnikę, nagłośnienie, ogrom dekoracji. Niestety ma miejsce o 24:00 w sobotę, co za tym idzie po dwóch dniach intensywnego grania siedząc w Sołtysówce i czekając na nieuchronne można przysnąć. Pomimo tego, że towarzyszą temu jakieś emocje, to organizm domaga się snu. Jednak w momencie startu finału zmęczenie i senność odchodzą w niepamięć.
 Larp zaś podzielony jest na sekcje. Na początku nie byłam przychylnie nastawiona do tego pomysłu. Wyobraziłam sobie, że w połowie gry nagle ktoś trąbi i mówi, że oto przerwa półtorej godziny. Znika klimat, a potem jak na zawołanie znów mam w niego wejść.
 Na miejscu okazało się, że jest to genialny pomysł i ma swoje plusy. Przerwa nie jest tylko dla graczy, ale jest przede wszystkim dla Mistrzów Gry. Nie dość, że muszą przygotować się do drugiej połowy dnia, to sami też muszą chwilę odetchnąć. Gracze również tego potrzebują, po intensywnym graniu chętnie ucinam sobie drzemkę albo idę nad jezioro popływać i ochłodzić się w gorące dni.
 Organizatorzy pilnują planu dnia i po każdej przerwie (a jest ich dwie) gra rozpoczyna się punktualnie. Gracz nie musi wchodzić na grę od razu jeżeli nie chce, ale ma tą świadomość, że teraz na offie może siedzieć jedynie w domku. Uczestnik larpa ma też świadomość, że w każdej chwili może zejść z gry i odpocząć w domku lub poczekać na charakterystyczny sygnał trąbki o 2:00 ogłaszający, że ten dzień gry właśnie się zakończył. Nikt nikogo nie przymusza do grania, nie masz w obowiązku siedzieć aż do drugiej na terenie gry.

 

Dla kogo jest to gra?

178

Po pierwsze, dla osób, którym nie przeszkadza to, że postać może doznać uszkodzenia. Może zostać okaleczona. Może doznać dużego uszczerbku na zdrowiu, może zginąć. Jeżeli ktoś boi się skrajnych emocji, poczucia odrzucenia, odizolowania to nie jest gra dla niego.

Po drugie, dla osób które lubią i chcą grać w larpy cykliczne, w których karta postaci jest tworzona wraz z Mistrzem Gry przez cały czas istnienia postaci.

 

Po trzecie, dla graczy którzy lubią rozwijać postać i liczą się z tym, że bohater może się zmieniać, niekoniecznie w sposób jaki sobie wyobrażaliśmy na początku.

Po czwarte, dla osób które nie boją się wejść w świat, który istnieje gdzie bohaterowie już się znają mają swoje zobowiązania i przeszłość. Początki na Limesie bywają trudne.


Plusy i minusy gry

305

Minusy gry:
– Wkraczając nową postacią możemy mieć problem aby poczuć klimat i złapać kontakt z innymi postaciami, które po kolacji rozbiegają się aby załatwiać swoje sprawy;
– Tylko dwa posiłki w ciągu dnia: śniadanie i obiad – warto mieć swoje jedzenie, na wypadek gdyby nie zostało nic na kolację lub wcześniej odłożyć sobie coś ze śniadania;
– Brak możliwości korzystania z suszarek i innych urządzeń elektrycznych (poza ładowaniem telefonów)


Plusy gry:
– Ogromne zaangażowanie twórców. W czasie gry, pomimo gonitwy znajdą czas aby rozwiązać Twój problem;
– Teren gry świetnie przygotowany do larpa;
– Opracowana i działająca mechanika, która nie utrudnia gry, nie zaburza immersji, jest dodatkiem, który pomaga;
– Nacisk na indywidualność postaci;
– Dobry kontakt z Mistrzem Gry prowadzącym postać. Osobiście miałam dwóch Mistrzów Gry i obydwaj byli wspaniali. Cierpliwe znosili moje marudzenie, wiele pomysłów i zarzucanie ich masą pytań odnośnie gry;

Podsumowując, warto pojechać na Limes aby doświadczyć wejścia w ciekawy świat, który żyje i rozwija się wraz z nami. Gracze ciepło witają każdą nową osobę, ale niekoniecznie już ich postaci na co należy brać poprawkę.
Limes Mundi wymaga od gracza dużo zaangażowania i cierpliwości. Pewne rzeczy przychodzą z czasem, a na efekty trzeba czekać i liczyć się z dużym nakładem pracy z naszej strony. Jeżeli ktoś lubi mieć coś “tu i teraz” to może się srogo zawieść jadąc na Limes.
Nie należy się też obawiać mówić Mistrzowi Gry co nam nie pasuje. Mnie osobiście o wiele lepiej się grało kiedy zmodyfikowałam postać i mogłam skupić się na innym wątku niż tym, który był mi zasugerowany na początku. Najważniejsze jednak było to, że Orgowie wsłuchali się w głos jednego z wielu graczy i wyszli mu naprzeciw w myśl zasady, że tworzymy tego larpa razem.
53

Wszystkie zdjęcia zostały wykorzystane ze strony Limes Mundi: https://limesmundi.pl/